Nie wiem który raz podchodzę do napisania notki. To chyba już 6 dzień moich prób i 7 wersja robocza. Zaczynam pisać - budzi się Wojtuś, tracę wenę, tracę myśl, nie podoba mi się to co napisałam, albo zbyt dużo myśli wylewam z siebie, których publicznie nie powinnam pisać. Nie wiem czy ten wpis będzie dokończony, okaże się. Czuję, że mam jakąś niedokończoną sprawę. Jest mi nie wygodnie. Wiecie jak to jest mieć kamień w bucie? to właśnie takie uczucie. Chcesz iść przed siebie z uśmiechem ale coś Cię kłuje i nie pozwala cieszyć się spacerem. Takie uczucie mam i ja. Dotyczy ono mojego życia sprzed ciąży, które czasem odzywa się głosami znajomych ludzi, wołających mnie do siebie. Dlaczego to jest "takie niewygodne" ? dlatego, że miało być inaczej. Mówiłam i obiecywałam coś innego tym wołającym mnie głosom a to jak wygląda moje życie teraz - jest nieprzewidzianym nawet przeze mnie scenariuszem. Chyba nikt by się tego nie spodziewał. Czasem złoszczą mnie te głosy. Kiedy pytają. Kiedy nie wiem co im odpowiedzieć. Bo wtedy kamień w moim bucie zaczyna rosnąć. Czasem też siedzę i tęsknię za tymi głosami.
Szczególnie tymi, których już nigdy nie usłyszę... bo był taki głos, który nagle znikł i rozszarpał moje serce i moją wewnętrzną siłę na drobne kawałki. Jestem bardzo wrażliwa. Chwiejna. Pamiętliwa. Bardzo pamiętliwa. Dużo się wydarzyło w "tamtym" życiu. Tak dużo, że w pewnym momencie się pogubiłam. Przegapiłam tyle pięknych chwil. Budowałam swoje "szczęście", na nieszczęściu najbliższych. Brzmi strasznie? tak też było. W pewnym momencie coś we mnie pękło. Bańka frustracji, nerwów, ciśnienia na przekraczanie granic. Bańka pełna czegoś, co powodowało, że byłam kimś innym. Stało się. K A R O L I N A stała się zwyczajną Karoliną K, która chciała tylko cieszyć się tym starym, nudnym życiem w domowym zaciszu i czekać na ten cud, który ròsł pod jej sercem. Przeciętność - nie miałam na jej temat zbyt dobrego zdania, teraz - jest z mi z nią po prostu... dobrze. Mam wszystko to, czego tak naprawdę, skrycie pragnęłam. Czego chcieć więcej, kiedy ma się to, co najpiękniejsze i czuje się spełnienie? - chce się jednego - zatrzymać te piękne życia chwile, bo tak szybko przemijają i nigdy nie wrócą...
Jeżeli coś daje ci radość - doceń to, szanuj i bierz garściami ile się da.
Jeśli kogoś kochasz - mów mu to, całuj jak najczęściej. Ciesz się, że jest.
Żyj chwilą... planuj rozsądnie. Uwzględnij w swoich planach najbliższych, oni są twoim priorytetem.
Na zegarze ich życia może być dużo mniej czasu niż na tym, który wskazuje godziny tobie...
Treść mogła być niezrozumiała dla większości.
Głosy jednak będą wiedziały, o co chodzi.
(Przepraszam za nazwanie Was "Głosami". To publiczne miejsce i nie chcę konkretów. Dla mojego a tym bardzej Waszego dobra.
To nie jest list pożegnalny, to rodzaj "próby" wyrażenia tego, co ciężko mi powiedzieć.
Bo tak naprawdę nie potrafię tego przewrotu wytłumaczyć.
Kamień w bucie nadal siedzi, ale mam nadzieje, ze glosy choć troszkę zrozumiały z mojego przekazu. Nie chce dla nich źle - chcę, by wiedziały, że jestem teraz szczęśliwa. Kocham swoje życie i na ten moment, nie czuję potrzeby, aby je ulepszać. Jest piękne. Co będzie później? nie wiem... Wiem jedno - będzie dobrze... :)
Być moze w moim zyciu znowu nastąpi przewrót i znowu... będę.
Na razie o tym nie myślę. Jest zbyt wcześnie na jakiekolwiek decyzje.
Nie zamykam za sobą drzwi, delikatnie przymykam... Jako mama - aby było bezpiecznie, dla siebie - aby było słychać, aby łatwiej było wyjść.
Nietypowa notka na Wojtusiowym blogu.
Musiała jednak się pojawić. Być może dotrze tam gdzie trzeba...
Pozdrawiam - Zwyczajna ale szczęśliwa jak nigdy wcześniej - Karolina K.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz