Od jakiegoś czasu mam przeogromną chęć tworzenia. Najpierw zaczęło się od rysowania obrazków i naklejania ich na ścianę w pokoju Wojtusia. Potem nadeszła masa solna, torty, fotografowanie... Moje zainteresowania i pasje mieszają się, przeplatają i co chwile coś innego przychodzi mi do głowy. Odkąd na świecie jest Wojtuś robię dużo zdjęć. Najpierw tabletem, potem telefonem, lub czymkolwiek innym co miało aparat i było pod ręką. Ale choćbym nie wiem jak się starała, zdjęcia nie potrafiły odtworzyć Wojtka takiego, jakim jest w rzeczywistości. Słaby aparat zniekształca obraz i w ogóle robi różne dziwne rzeczy z człowiekiem ;) Bardzo mnie to irytowało. Mój mąż też to zauważył więc postanowił zrobić mi prezent... :) Na 25 urodziny dostałam od niego aparat, który pozwala mi dosłownie szaleć i być w swoim żywiole! Od zawsze gdzieś tam interesowałam się fotografią. Po liceum miałam nawet pomysł aby iść w tym kierunku, jednak to wiązało się z kosztami, na które nie było mnie stać... :) Teraz mogę w domowym zaciszu ugasić to swoje małe pragnienie i pobyć "fotografem" ;) Moja wiedza na temat zdjęć tak naprawdę jest żadna, jestem amatorką, ale świetnie się przy tym bawię więc proszę mnie nie oceniać, bo nie robię tego ani dla jakiejś sławy, ani tym bardziej dla pieniędzy :) zwyczajnie realizuję swoje ukryte pasje i drobne marzenia... ;) Chciałam wstawić zdjęcia z sesji tutaj, ale są zbyt duże a zmniejszenie ich zepsułoby wszystko.... :/ Strasznie mnie to wkurza, bo po to założyłam tego bloga :/ dlatego fotki znajdują się na moim profilu, na facebookowym serwerze, który wchłonie wszystko... :D A teraz coś z zupełnie innej beczki... Kilka dni temu, zobaczyłam na jakiejś stronie jak można odratować porysowaną płytę cd. Przypomniałam sobie o płycie, której nie mogłam odtworzyć bo była totalnie zjechana... W instrukcji naprawy płyty był banan... a dokładniej choćby jego kawałek, którym trzeba przetrzeć porysowaną płytę. Pobiegłam do kuchni, ale jak się okazało, tatuś zeżarł ostatniego banana i pozamiatał sprawę :) Jednak ja się tak szybko nie poddaję. Zaryzykowałam i przetarłam płytę oliwką Niunia... i wiecie co? płyta odpaliła :P (p.s. co my byśmy bez tego niunia zrobili?...) Odzyskałam baardzo stare zdjęcia, których nie widziałam od wielu lat. Uśmiałam się jak nie wiem. Powróciły również wspomnienia, miłe i mniej miłe także... ale na tych drugich nie ma co się skupiać :) Oto my :P w szkole... 19 czerwca 2006...A za 8 lat o tej porze nasz syn będzie miał dokładnie tydzień :))) (Na każdej przerwie razem... :)
A to drugie zdjęcie z 14 czerwca 2006 ;)
Fajnie tak powspominać. Najlepsze jest to, że będąc wtedy 2 miesiące razem , wiedzieliśmy, że będziemy małżeństwem... byliśmy wtedy jeszcze trochę za młodzi i musieliśmy odłożyć ten temat na później... ;) Mam fantasycznego męża wiecie dlaczego ? Bo to od niego wszystko się zaczęło. Wszystko co mnie w życiu pięknego spotkało, zaczęło się od momentu kiedy pierwszy raz zwrócił na mnie uwagę na szkolnym korytarzu... :) A to nasze maleństwo, jest owocem szczęścia i miłości, która kwitła przez tych 8 wspólnych lat :) Pozdrawiam! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz