Witam :) Jesienna aura działa na mnie dwojako. Raz wywołuje u mnie depresję, innym razem budzi się we mnie "artystyczny potwór". Dlaczego potwór? Dlatego, że kiedy łapię jakiś pomysł, mam wenę na tworzenie - robię co popadnie. Cokolwiek. W głowie mam tysiąc myśli. Chcę coś stworzyć. Nie wiem do końca co, ale czuję, że coś robić muszę :) To aż straszne! potworne! odbija mi - ale w pozytywnym znaczeniu :) Osobiście uwielbiam ten stan. Jestem wtedy szczęśliwa. Nie wiem nadal czego chcę od życia, nie potrafię się jeszcze sprecyzować i ukierunkować, ale być może to są jakieś przejawy mojej wewnętrznej pasji i przeznaczenia. Szczerze, to nic mnie tak nie pochłania i nie "jara" jak urządzanie wnętrz. Tworzenie dodatków, meblowanie, projektowanie itp. KOCHAM ozdabiać swój dom. Swoje ściany.
Nie lubię przypadkówych obrazków, które pasują tylko kolorystycznie. Lubię gdy moja ozdoba coś oznacza. Coś symbolizuje. Te koty z masy solnej symbolizują nasza rodzinę. To moja ulubiona ozdoba ;) W tamtym roku szalałam z masą solną i masą cukrową (chciałam tworzyć torty) Niestety. Moja twórczość skończyła się, gdy moja skóra dłoni nie wytrzymywała i zaczęła chorować... Tak też się zakończyła tamta przygoda. Nie znaczy to jednak, że pasja przeminęła - absolutnie! Co jakiś czas mam jakiś nowy pomysł na ozdobę z masy solnej, czasem tak mnie ciągnie do klejenia, że poświęciłabym nawet ręce! (ps. nie umiem kleić w rękawicach...) Wtedy biegnę do kuchni, Wojtkowi daje jakieś chrupy i włączam piosenki dla dzieci, a sama wyciągam wszystkie potrzebne rzeczy, żeby choć chwilę przenieść się w świat mojej chorej fantazji! ...No i buba. Okazuje się, że nie mam odpowiedniej ilości soli, bądź mąki... i czar pryska! Pozostaje tylko niesmak i zajadanie złości chrupkami, słuchając listy przebojów Wojtka ;) Kiedy zawodzi taka rozrywka, a mam silną chęć tworzenia - robię zdjęcia! Przyrodzie, Wojtkowi a nawet sobie:) Dzisiaj siedzimy w domu. Wojtuś troszkę pociąga noskiem i pokasłuje. W związku z tym, musiałam jakoś zorganizować mu czas. Energia do tworzenia spłynęła na mnie niewiadomo skąd :) W 5 minut przygotowałam nam stanowisko zabawy i po raz pierwszy pokazałam Wojtkowi FARBY :) Byłam ciekawa jak na nie zareaguje. Czy będzie szalał i wszystko brudził, czy może zainteresuje się pędzelkiem i zacznie mazać po kartce. Nie Synio wziął pędzelek i zaczął malować swój pierwszy obrazek :):):):)
| Nasze wspólne dzieło ;) będzie pamiątka! |
Był bardzo zainteresowany i niesamowicie grzeczny! :) Zabawa trwała krótko (ok. 10 min), ale było warto! :)
Kiedy Wojciech miał dosyć malowania i powędrował do swoich zabawek, ja pomyślałam, że dokończę kiedyś zaczętą ozdobę. "Wieszak na zdjęcia"
Wyszło całkiem fajnie :) Uwielbiam wykorzystywać zdjęcia w ozdabianiu domu. Dobre wspomnienia są piękne, dlatego warto ogladać je każdego dnia i pozytywnie się nastrajać :)
Ok na dzisiaj tyle. Serdecznie Was pozdrawiam, a jeśli to czytacie to proszę o lajka:)
(bedzie mi bardzo miło - tak z ciekawości) :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz